Co przeszkadza?

Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że zostałeś niezrozumiany? Czy kiedykolwiek starałeś się komuś coś ważnego wytłumaczyć i odniosłeś porażkę? Chciałeś dobrze i nie wyszło?

Tak, ja też znam takie sytuacje. Chcemy dobrze, a zupełnie nam nie wychodzi. W tym wpisie chciałabym Ci opowiedzieć, co często staje mi na drodze w skutecznej komunikacji.

Emocje

Gdy w rozmowie z inną osobą ponoszą mnie emocje, zwłaszcza te trudne, może się zdarzyć, że stracę  kontrolę nad swoją wypowiedzią. Czasem też przestaję słyszeć, co mój rozmówca ma mi do powiedzenia (słowa). Dochodzą wtedy do głosu moje najbardziej podstawowe instynkty, odpowiadające za przetrwanie i moje reakcje mogą stać się zupełnie nieadekwatne do rzeczywistego zagrożenia. Tym samym tak naprawdę nie słyszę komunikatu, gdyż zagłuszają go moje emocje. Podobnie może reagować mój rozmówca, gdy poniosą go emocje i nie będzie potrafił usłyszeć, co mówię. Taka sytuacja to prawdziwy zabójca rozmowy, dialogu.

Oczekiwania

Oczekiwania często stają się prawdziwym zabójcą skutecznej komunikacji. Znasz to? Spodziewasz się, że ktoś zareaguje w określony sposób, tymczasem jego reakcja jest skrajnie różna od Twoich oczekiwań. Co więcej – Ty reagujesz w sposób, którego Twój rozmówca się kompletnie nie spodziewa. I tak oto stoimy sobie naprzeciwko siebie, uwięzieni w swoich oczekiwaniach i bez możliwości porozumienia.

Kontekst i zaplecze

Kontekst, czyli miejsce i czas rozmowy oraz zaplecze, czyli wszystko to, co wydarzyło się przed nią – to są także ważni „przeszkadzacze” w naszej komunikacji. Inaczej się rozmawia osobiście siedząc sobie w przyjemnym otoczeniu, np. na ławce w parku, bez pośpiechu, a inaczej przez telefon w zatłoczonych środkach transportu. Często w naszej rozmowie istotną rolę odgrywają także przeszłe wydarzenia, których możemy nawet nie być świadomi – poranna kłótnia z kimś bliskim, wielotygodniowe zmęczenie czy nawet sposób, w jaki zostaliśmy wychowani.

Gdy rozmowa nie zmierza do naszego upragnionego celu, gdy pojawia się konflikt, zawsze przyglądam się, czy nie pojawiły się powyższe „utrudniacze”. Zazwyczaj samo uświadomienie sobie, że ja sama lub osoba, z którą rozmawiam może być zmęczona, przytłoczona, zdenerwowana lub po prostu przepełniona swoimi oczekiwaniami (których może nawet nie rozumieć) i włączenie do rozmowy empatii, pozwala rozładować sytuację.

Doświadczasz takich sytuacji? Co wtedy robisz?

Kiedy rozmawiam?

Pytanie w tytule wydaje się banalne i sama kiedyś myślałam, że nigdy go nie zadam. „Przecież rozmawiam wtedy, kiedy mówię do kogoś” – brzmi to dość rozsądnie, jednak gdyby tak właśnie było, komunikacja byłaby najprostszą czynnością, z jaką mamy na co dzień do czynienia. Tymczasem tak… NIE JEST. Zatem przyjrzyjmy się temu bliżej.

Komunikacja to rozmowa

W toku edukacji nauczyłam się myśleć, że rozmowa składa się ze słów i zdań, ułożonych w odpowiednim szyku. I z punktu widzenia naukowego takie myślenie jest jak najbardziej poprawne, gdyż Słownik Języka Polskiego definiuje rozmowę jako:

    • wzajemna wymiana myśli za pomocą słów
    • porozumiewanie się za pomocą słów; konwersacja, dyskusja, polemika, dysputa

Zwykle rozróżnia się dwa rodzaje komunikacji: werbalną i niewerbalną, przy czym za werbalną uznaje się właśnie rozmowę (słowa), a za niewerbalną wszystkie gesty, mimikę naszej twarzy czy intonację. I jakkolwiek z punktu widzenia naukowego taka definicja jest najzupełniej słuszna, w moim codziennym życiu okazała się mocno niepraktyczna. Dlaczego? Gdyż oddzielanie komunikacji werbalnej i niewerbalnej tworzyło wrażenie jakby te dwa procesy działy się od siebie niezależnie, jakby były obok siebie i nie miały ze sobą nic wspólnego.

Tymczasem często spotykała mnie sytuacja, gdy ktoś na moje pytanie (komunikacja werbalna) odpowiadał spojrzeniem (komunikacja niewerbalna), gdy z zaciśniętymi pięściami (komunikacja niewerbalna) mówiłam komuś, że z chęcią spełnię jego prośbę (komunikacja werbalna). Chciałabym, żeby to było jasne – moim celem nie jest obalanie teorii naukowych ani dyskutowanie z nimi. Uznałam natomiast, że dla mojego własnego dobra powinnam nieco w praktyce rozszerzyć definicję rozmowy:

Rozmowa to wzajemna wymiana myśli, porozumiewanie się za pomocą słów lub znaków.

Tym samym: rozmowa = komunikacja.

Po co mi definicje?

W życiu codziennym definicje nie są mi do niczego potrzebne (chociaż bardzo je lubię), dopóki nie dochodzi do konfliktu.  Jeśli komunikacja (rozmowa) przebiega bez zarzutu, definiowanie jej nie jest mi do niczego potrzebne.

Przykład:

Ja: Kochanie, zrób mi kanapkę.
Mąż: Dobrze, kochanie. Może być z serem?
Ja: Wolałabym z czym innym, nie lubię kanapek z serem.
Mąż: Mamy jeszcze dżem truskawkowy. Mogą być z dżemem?
Ja: Jasne. Dziękuję!

W powyższym przykładzie komunikacja przebiegła skutecznie – dostałam kanapkę i mogłam oddać się innym relaksującym czynnościom.

Spójrzmy zatem na inny przykład:

Ja: Kochanie, zrób mi kanapkę.
Mąż (wzdycha i zaciska pięści): Dobrze, kochanie. Może być z serem?
Ja (przewracam oczami): Tyle razy ci mówiłam, że nie znoszę sera.
Mąż (zaciska zęby i podnosi głos): No to z czym chcesz te kanapki?
Ja (z obrażoną miną): Bez łaski, już nie chcę.

W powyższym przykładzie początek rozmowy był podobny, jednak komunikacja niewerbalna (miny, gesty, intonacja) wpłynęła na dalszy jej przebieg. Oczywiście, żeby ustalić, co poszło nie tak, trzeba by tę sytuację prześledzić bardziej dokładnie, nie da się jednak ukryć, że to nie słowa zdecydowały o tym, że zamiast przyjemnej wymiany zdań, pojawił się konflikt. Tym samym – sama musiałam sobie zrobić kanapkę.

Zdecydowałam, że łatwiej będzie mi uniknąć konfliktów, gdy uznam, że gesty, miny i intonacja to elementy rozmowy, które mają na nią znaczący wpływ. Zdefiniowanie tego stało mi się potrzebne i przydatne. Podobnie jak w przypadku np. gdyby sąsiad z góry zalał mi mieszkanie, sięgam do umowy z towarzystwem ubezpieczeniowym  i sprawdzamy właśnie w definicjach, czy należy mi się za to jakakolwiek rekompensata, czy też akurat sytuacja zalania przez sąsiada z góry została wykluczona z polisy i jedynie o zwrot kasy mogę się ubiegać, gdy zaleje mnie sąsiad z dołu (prysznicem wycelowanym w sufit łazienki przez 3 godziny 😊). Sytuacja absurdalna, jednak mam nadzieję, że wyjaśnia, o co mi chodzi.

Reasumując – uznałam, że jeśli chcę się dogadywać z innymi, za samą rozmowę muszę uznać nie tylko słowa, a także całą komunikację pozawerbalną: gesty, mimika, zachowanie ciała, ton głos itp. Taka zmiana wiele mi ułatwia na co dzień i pozwala uniknąć wielu konfliktów😊 W jaki sposób? O tym Ci jeszcze opowiem.

 

Początek

Dzień dobry lub dobry wieczór 😃
Niezależnie od tego, o której godzinie tu po raz pierwszy zaglądasz, jesteś tu mile widziany i mile widziana.

Znajdziesz tu wiele moich spostrzeżeń na temat komunikacji – co u mnie działa, a czego staram się unikać. Często słyszę, że łatwo mi wychodzi dogadywanie się z innymi, przemawianie publiczne czy tworzenie tekstów, więc postanowiłam podzielić się moimi patentami z Tobą. Mam nadzieję, że to, co piszę przyda Ci się w Twojej codzienności i sprawdzi, że szybciej i skuteczniej dogadasz się w ważnych dla Ciebie sprawach.

Pisz, komentuj, dziel się Twoimi doświadczeniami – moim marzeniem jest, byśmy wspólnie stworzyli przestrzeń o rozmowy o… rozmawianiu 😃