Gdy wstyd przejmuje kontrolę

Trudno się zaczyna.

W Internecie, a szczególnie w mediach społecznościowych, panują dość specyficzne zwyczaje. Jeśli prowadzisz jakiś blog, to dajesz się ludziom poznać, odkrywasz się – czasem mniej, czasem bardziej. Niektórzy twórcy pokazują swoje codzienne rytuały pielęgnacji, inni swój dom, jeszcze inni swoje dzieci, a część opowiada bez ograniczeń o sobie i przedstawia swoje opinie. Czytamy to, oglądamy, interesuje nas to. Chcemy wiedzieć, jak inni żyją, zajrzeć im do codzienności, do domów, porównać ze swoim życiem i uświadomić sobie: „Ha! Ja mam lepiej!” lub zainspirować się do zmian, żeby coś poprawić. Tacy jesteśmy. Jedni bardziej, inni mniej.

I któregoś dnia w tym całym gąszczu twórców/blogerów, którzy opowiedzieli już chyba wszystko, którzy pokazali każdy aspekt życia, pojawia się ktoś nowy. Pojawiam się ja. Chcę coś opowiedzieć, chcę się podzielić moją historią. I czuję wstyd. Co mam Ci powiedzieć, czego jeszcze nie wiesz, nie słyszałeś? Jak przyciągnąć Twoją uwagę? Jak być autentycznym?

Zawstydza mnie odkrywanie siebie, pokazywanie mojego prawdziwego oblicza, boję się oceny, krytyki, odrzucenia. Boję się, że okaże się, że wcale nie jestem fajna, że nie mam racji, że to, co piszę czy mówię jest bez sensu. Chcę się dzielić moimi historiami, a jednocześnie blokuje mnie wstyd przed publicznym zabieraniem głosu. I strach.

Szukam w sobie odwagi. Czytam, że innych też krytykują, że to ich nie powstrzymuje. Oglądam i słucham Brene Brown, która mówi, że prawdziwa odwaga to odkrywanie własnej wrażliwości przed innymi, wystawianie się na wstyd.

Chcę być odważna. Będę odważna.

A poniżej kilka słów Theodora Roosevelta z przemowy zatytułowanej „Obywatelstwo w Republice”, znanej również jako „Człowiek na arenie”, wygłoszonej 23 kwietnia 1910 roku, w Paryżu na Sorbonie:

„Nie krytyk się liczy, nie człowiek, który wskazuje, jak potykają się silni albo co inni mogliby zrobić lepiej.
Chwała należy się mężczyźnie na arenie, którego twarz jest umazana błotem, potem i krwią, który dzielnie walczy, który wie, co to jest wielki entuzjazm, wielkie poświęcenie, który ściera się w słusznych sprawach, który w swych najlepszych chwilach poznał tryumf wielkiego wyczynu, a w najgorszych, gdy przegrywa, to przynajmniej przegrywa z odwagą, nie chcąc, aby jego miejsce było wśród chłodnych i nieśmiałych dusz, które nigdy nie poznały ani smaku zwycięstwa, ani smaku porażki.”

Te słowa wielokrotnie przytacza Brene Brown jako te, które zainspirowały ją do odważnego życia.

*Zdjęcie otwierające z 2013 roku, pierwszy raz ukazało się na moim blogu o modzie i szyciu Pracownia Krawiecka Żanety Żyrafko