Rozmowy ze sobą: wdzięczność

Zanim zaczęłam interesować się rozwojem osobistym słowo „wdzięczność” nie budziło u mnie zbyt dobrych skojarzeń. W moim życiu sytuacje związane z okazywaniem wdzięczności były zwykle pełne zobowiązania, trochę poczucia winy, a przede wszystkim wzajemności. Tak jak wtedy, gdy słyszałam, że należy okazać wdzięczność komuś, kto coś dla nas dobrego zrobił, na co za bardzo nie zasługiwaliśmy. Wdzięczność była czymś, co należy okazać, a nie tym, co można poczuć.

Dlatego gdy pierwszy raz natknęłam się na badana mówiące o tym, że wdzięczność jest kluczem do szczęścia, że praktykowanie wdzięczności sprawia, że czujemy się lepiej, byłam trochę nieufna. Nie potrafiłam nawet wyobrazić sobie, jak można odczuwać wdzięczność. Skoro jednak tak wiele badań pokazywało, że to droga do mojego szczęścia, postanowiłam spróbować.

Czym dla mnie jest praktyka wdzięczności?

Codziennie wieczorem staram się znaleźć chwilę na refleksję. Obserwuję w sieci wiele osób, które mówią, że to poranek jest dla nich tym czasem, kiedy mogą być sami ze sobą, panuje też w literaturze dotyczącej rozwoju osobistego swoista moda na poranne wstawanie i praktykowanie dobrych nawyków m.in. wdzięczności. Ja jednak na ten moment nie potrafię rozpoczynać dnia wcześniej, więc planuję sobie taki refleksyjny czas przed snem.

Wdzięczność to dla mnie nic innego jak zbieranie, kolekcjonowanie w pamięci momentów dobra. Zamykam oczy i zastanawiam się przez chwilę, co dobrego mnie dzisiaj spotkało. Szukam 5 miłych wspomnień – takich momentów, które mimo wszystko sprawiły, że uśmiechnęłam się odrobinę. Staram się je zapisać, nie rezygnuję jednak z tej praktyki, jeśli akurat nie mam pod ręką niczego do pisania.

Ważne jest, by znów na chwilę te dobre doświadczenia poczuć. Zatrzymuję się przy nich myślami i przypominam sobie wszystkie odczucia zmysłowe, które je otaczały: Co słyszałam? Co widziałam? Jaki zapach poczułam? Jakie były moje wrażenia dotykowe?

Podczas niektórych dni praktyka wdzięczności jest dużym wyzwaniem – dziś na przykład moja zaawansowana ciąża dawała mi się fizycznie bardzo we znaki, nie mogłam zapanować nad wieczornym rytuałem mojego czteroletniego syna, nie udała mi się żadna rzecz w kuchni, a wszystko, co przeczytałam czy obejrzałam uświadamiało mi, jak daleka przede mną droga do tego, kim chcę być.  Na liście powodów do wdzięczności zapiszę jednak miłe spotkanie z koleżanką, dobrą herbatę, przytulanie z synem, ważną rozmowę z mężem i udaną drzemkę.

Zawsze możemy znaleźć powody do wdzięczności, jeśli tego chcemy. Przyznam się szczerze, że czasem mam takie dni, że rzeczywistość przytłacza mnie tak bardzo, że wcale nie chce mi się szukać dobra wokół siebie, wolę sobie posiedzieć przez chwilę w tej czarnej dziurze, w jaką wpadłam. I pozwalam sobie na to przez krótki czas i… jestem wdzięczna, że mogę sobie właśnie na taką słabość pozwolić 😊